I tak jak przy poprzednich wyprawach pogoda nie rozpieszczała, ale zacznijmy od początku…
Czyli Przygotowania
Wpierw musiałem zapoznać moją Najmilszą z miejscem noclegowym i całą wyprawą. Z miejscem, w którym byłem już kilkakrotnie - ostatni raz w podstawówce…
Zaczęły się wspominki, pogadanki i tylko w ferworze odkurzania pamięci nie zauważyłem coraz większych oczu mojej Małżonki.
Dlaczego?
Wyjaśnienie nr1.
Mieliśmy jechać całą rodziną - przypomnę - nas dwoje, maludzieńkich dwoje Jaś - 8 lat i Franek już 1,5 roku…
Wyjaśnienie nr2.
Standard noclegowo-bytowy… Szczegóły:
Chatka Wielkanocna jest położonym w samych Śnieżnych Kotłach starym schronem geologów, które przeszło na użytek Poznańskiego Klubu Wysokogórskiego Limba. I jak na schron przystało posiada wszystkie zabezpieczenia potrzebne do przeżycia. Ważne - “do przeżycia“. Są więc prycze do spania, kominek do ogrzania i stworzenia atmosferki, kuchnia do ugotowania jedzenia, nawet piekarnik do pieczenia. Są kubki do herbaty, sztućce i talerze. Jest kibelek z widokiem… prawie iluś gwiazdkowy…
Czego więc nie ma?… Nie ma prądu, gazu, bieżącej wody… Między kibelkiem i salonem są permanentne przeciągi, ponieważ kibelek jest wolnostojącym domkiem…
Za to jak wcześniej pisałem - z widokiem na Szklarską Porębę, bo któryś halny wyrwał drzwi…
Acha i jeszcze jeden szczegół - schron jest jednoizbowy - nie licząc wolnostojącego kibelka, czyli w jednej izbie się śpi, je, myje i ew. suszy po burzy na szlaku…. Dobre miejsce na ćwiczenie umiejętności pracy w grupie….
Ekipa
Białostocko-poznańska mieszanka osobowości i profesji. Wymieniając:
Dziesiątka zamknięta na około 20m2… Na dobre i na złe…. Na 10 dni…
Podróż
Ekipa poznańska jak zwykle dojechała pociągiem osobowym do Jeleniej Góry. Już w pociągu się dowiedzieliśmy, że Marcin z Piotrem zachorowali i jeśli przyjadą, to później, a ekipa białostocka (Ulka i Adaś) Dojedzie dnia następnego. Zostaliśmy sami… Kasia, Gosia, Jurek, dzieci i ja… Chcąc dalej pojechać do Jagniątkowa zaczęliśmy się rozglądać za autobusem. A tu napotkaliśmy totalne bezautobusie aż do godzin popołudniowych. Kiedy część ekipy zrobiła nalot na przydworcowy sklep w celu zakupienia odpowiedniej ilości chleba na trzy najbliższe dni reszta znalazła bus, którego kierowca po małym targu zdecydował się dowieść nas do Jagniątkowa.
Dojechaliśmy prawie dobrze - cóż chcieliśmy dojechać bliżej wejścia do Karkonoskiego Parku Narodowego, ale nie trafiliśmy i z całym naszym dobytkiem musieliśmy się cofać na właściwą drogę…. Jak to się mówi - skąpy dwa razy traci.
Ale dotarliśmy - starym zwyczajem przepakowaliśmy nasze plecaki, żeby przy pierwszym podejściu mieć ze sobą tylko część zapasów - w końcu następnego dnia mieliśmy znowu zejść po resztę ekipy. Zostawiliśmy bagaże w pensjonacie Koral i ruszyliśmy znacznie “odchudzeni” koralową ścieżką pod górę….
A co z Frankiem - a nic - mieliśmy nosidełko, które miałem zawieszone z przodu, a plecak z tyłu. Wszystko było dobrze do pierwszego dłuższego podejścia… Zaczęło mi tchu brakować… Już zacząłem pluć sobie w brodę za tą kondycję co jej już nie mam. Ale nagle mnie olśniło - problem był we krwi, którą dzień wcześniej zostawiłem w regionalnym punkcie krwiodawstwa…
Cóż… Kilka odpoczynków więcej i do chatki dotarliśmy w standardowym czasie - czyli około 3,5 godziny.
Chatka
Niestety w najbliższej okolicy chatki panował duży nieład - ktoś rąbał drewno na opał bezpośrednio na ganku więc było tam pełno wiórów. Cóż… Ale jak już zdjęliśmy dwie kłódki, odkręciliśmy dwie śruby zabezpieczające, zdjęliśmy dwie sztaby zabezpieczające, otworzyliśmy kolejną kłódkę, weszliśmy do środka i poczuliśmy zapach znany z dzieciństwa. Zapach kominka, suchego żywicznego drewna, starych materacy
to wszystko inne przestało być ważne.
Franciszek teraz jest na etapie poznawania swoich rączek i stópek. Oczywiście wcześniej już zaczynał ssać piąstki, ale teraz zaczyna się przyglądać… I to bardzo wnikliwie i z niemalejącym (jak na razie) zdziwieniem.
Za 8 dni Franciszek skończy 4 miesiące…
]]>Sam, podejrzewam, miałbym problemy. Cóż człowiek, jak już się czegoś nauczy, to zawsze wykorzystuje to aby sobie ułatwić. I zamiast ćwiczyć tężyznę (hihi), to przewraca się na bok, później na kolana i tak z pozycji proszącego, dopiero wstaje do życia.
A takie dziecko, nie. To co że jeszcze nie siedzi, ale się ćwiczy. A większość dorosłych - jak już usiądzie, to przestaje się ćwiczyć, i flaczeje…
Zdałoby się w tym miejscu dodać trochę fotek, ale już dziś nie dam rady. Co nie znaczy, że jutro dam…
Mam nadzieję, że się uda. I moja Najulubieńsza też ma…
…
Chciałem tylko zasygnalizować, że pojawiła się nowa strona pod takim właśnie tytułem.
Ot, taka mała prywata….
]]>Tak, kolejna niekonsekwencja - nas dorosłych.
A później “dzieci i ryby…”, “jak dorośli mówią….”, i inne zwroty mające na celu zatrzymanie potoku słów lub pytań dzieci, a co za tym idzie udostępnienie “świętego spokoju” dorosłym.
Cóż zatem robić… Ano zachęcać i zawczasu modlić się o wyrozumiałość swoich dzieci…
Długo mnie tu nie było. Cóż, obowiązki, ale postaram się poprawić…
A do tego Franciszek zaczął bardziej przejawiać własną wolę.
Po sielance i prawie przespanych nocach, wróciliśmy do aktywności “nietoperzy”. Co prawda teraz już się wyrównuje, ale było ciężko…
A teraz co się zmieniało, a co opuściłem w swej relacji…
Pierwsze - administracyjne - opatrzyłem galerię “hasłem” - tak dla bezpieczeństwa…
.
Drugie - wizyty u lekarzy - badanie słuchu i wzroku - jest wszystko OK.
W pewnym momencie miałem stracha - niby człowiek wie, że dziecko na początku słabo widzi, ale… jak po 6 tygodniach widziałem spojrzenia - gdzieś w siną dal… A z drugiej strony - przecież nie zawsze… Jednak odczuwałem niepokój…
Teraz po tych 8 tygodniach, Franciszek ładnie sie rozgląda i jest bardzo ciekawy świata. I w końcu patrzy na mnie
a nie gdzieś w siną dal.
Nie ustrzegliśmy się przed infekcją… Mimo karmienia piersią. Ale już sprawa wyraźnie sie kończy.
]]>Maleństwo przybiera rewelacyjnie - 4,385g to znaczy, że do wagi urodzeniowej dołożył (a właściwie jego mama dołożyła) 715g… Całkiem sporo
.
Zaczyna sie nowy etap - etap leżenia na brzuszku, etap ćwiczenia karku…
I pomyśleć, że tak zwaną “hardość” wieku młodzieńczego, a “charakter” wieku dojrzałego, zaczynamy ćwiczyć już 14 dnia bytności na tym świecie.
Poza tym mały człowiek już nie jest tak bezbronny. miękki brzuszek już może być schowany… a kark podniesiony
…
Już drugie pokolenie, siódmego dnia życia, każde dziecko w mojej rodzinie jest fotografowane z misiem koala.
I pewnie byłyby fotografowane wcześniej, gdyby wcześniej wynaleziono fotografię
…
To oczywiście żart, ale od przeszło 29 lat misiek jest w mojej rodzinie i naprawdę takie zdjęcia są, i zawsze siódmego dnia. Ot, taka rodzinna tradycja.
… Franciszek i koala - siódmy dzień
…